Dziś temat poważny. Słyszymy po raz kolejny pieśń, powtarzaną jak mantra od lat wielu, o "niemieckich mediach", które prowadzą jakąś tam wrogą wobec nas działalność. Często zresztą rzecz traktowana jest szerzej, wrogie nastawienie zarzuca się także mediom amerykańskim, francuskim, generalnie – zagranicznym. Czytam, że trzeba je "zrepolonizować". Nawiasem mówiąc, w tej spirali nienawiści pomysł "repolonizacji" wyciąga się na przykład w odniesieniu do spółki Agora, przecież zupełnie polskiej. Choć na forach czytam, że ona wcale taka do końca polska nie jest... Włos się jeży na głowie!

To nie jest powód do dumy, Szanowni Czytelnicy, jeśli zdarza się u nas tak, że w obronie jednej z największych w Polsce korporacji medialnych staje Ambasador Stanów Zjednoczonych. Ja odczuwam, widząc to, raczej zażenowanie. Podobnie jak wtedy, gdy prezydent naszego kraju rzuca w świat – bo chyba ktoś powinien mu uświadomić, że nawet występując na wiecu Bolesławcu zasięg jest słów jest znacznie większy – że „Niemcy chcą wybierać w Polsce prezydenta". O jakim PR Polski my tu mówimy?

Skąd to założenie, że jeśli właścicielem firmy jest koncern zagraniczny, to ta firma natychmiast staje się wobec Polski wroga? Skąd założenie, że polski dziennikarz pracujący dla polskiej przecież redakcji takiego na przykład Onetu, jest od razu zdrajcą interesu narodowego naszego kraju? Czy pracownikom innych firm, których właścicielami są zagraniczne, czy wręcz niemieckie podmioty, także z tego powodu odmawia się patriotyzmu? Czy patriotyzmu odmawia się na przykład pracownikom salonów Volkswagena w całej Polsce? Na jakiej podstawie?

Przecież, po pół wieku komuny, jest to naszym ogromnym osiągnięciem, że dołączyliśmy do zachodnioeuropejskiej cywilizacji. Byliśmy wszak państwem-bankrutem, a dziś jesteśmy w strukturach Unii Europejskiej, należymy do strefy Schengen, a także jesteśmy częścią ogólnoeuropejskiego jednolitego rynku, zapewniającego swobodny przepływ osób, kapitału, towarów i usług. Owszem, w Polsce mogą dzięki temu inwestować zagraniczne firmy, stając się właścicielami większych i mniejszych przedsiębiorstw. Ale także i nasze firmy, także i nasi przedsiębiorcy coraz częściej inwestują w krajach europejskich. Postęp cywilizacyjny i gospodarczy, jakiego dokonaliśmy przez minione 30 lat, jest bezprecedensowy. Przejeżdżając regularnie Wisłę zerkam często na centrum Warszawy, na strzeliste wieżowce, które cały czas wyrastają jeden po drugim. To robi wrażenie w mieście, w którym 75 lat temu nie stał kamień na kamieniu! Podróżując po Polsce widzę nowoczesne trasy, autostrady, nowoczesną infrastrukturę. Generalnie – mamy za sobą czas fantastycznego rozwoju.

A dzięki czemu on nastąpił? A dzięki naszej pracowitości i gospodarności, dzięki długiemu okresowi pokoju w Europie, oraz dzięki życzliwości naszych sąsiadów. W tym – Republiki Federalnej Niemiec.

Tu już nie tylko chodzi o to, że wykrzykiwanie teorii o „niemieckich mediach wrogich Polsce" jest po ludzku krzywdzące wobec pracujących w nich ludzi, jak najbardziej obywateli Polski, którzy starają się profesjonalnie wykonywać swój zawód. Rzecz jest dużo bardziej niebezpieczna – budowanie wizji RFN jako państwa wrogiego Polsce jest prostą drogą destrukcji fundamentów naszego bezpieczeństwa i dobrobytu. Niemcy to przecież nasz sąsiad, natowski sojusznik, a przede wszystkim – największy handlowy partner naszego kraju. I nie możemy zapominać, że to jedna z największych gospodarek świata. Jest to kraj potężny i dumny.

Owszem, mamy z Niemcami trudną historię. Mamy za sobą tragedię Wandy co Niemca nie chciała, mamy oblężenie Głogowa, mamy Krzyżaków i bitwę pod Grunwaldem, germanizację szkół w czasie zaborów, okupację i Powstanie Warszawskie. I może już wystarczy? Może, kiedy wreszcie nadarza się okazja ułożenia sobie z naszym sąsiadem nowej, niekonfliktowej przyszłości, warto z niej skorzystać?

Bo budowanie wrogości, nastawianie Polaków antyniemiecko i przywoływanie traumatycznych, historycznych doświadczeń, może nas zaprowadzić w rejony, do których bardzo nie chcemy wracać.

Czego sobie, ani żadnemu z grona Szanownych Czytelników, zdecydowanie nie życzę.

Howgh!
Milkee